~ Zamknięte drzwi, uchylony lufcik~
Polana Institute
ul. St. Noakowskiego 16/35, 4. klatka, 4. piętro windą.
Wernisaż: 17 kwietnia, piątek: godz. 18:00-21:00.
Wystawa czynna do 16 maja, od wtorku do piątku w godz. 16:00-19:00, w soboty od 12:00 do 19:00.
„Czasem tylko widniejemy. Jakby się jeszcze słowa nie wykluły, nie wydreptały się ścieżki samogłosek, nie urosły liście spółgłosek, nie przyleciały przecinki, kropki, chrząknięcia, grymasy, szepty i reszta gadactwa i reszta pisactwa. Jeszcze nie. Widniejemy, znajdują nas świty i żarówki, czasem nawet oczy, choć częściej mysie, robactwa i gadzie niż ludzkie. Co to o nas mówi, co to mówi o świecie? Nic nie mówi, bo jeszcze nawet nie ma słów, a co dopiero, phi, pisma. Zgrozy są krzepkie, cienie się ciągną poza świat, ktoś wypił ciepłe piwo. Głębiny gubią „ł”, bo jeszcze nie ma liter i nikt nie zauważy, stają się gębinami, gębiny wiodą za sobą resztę sylwetek i krajobrazu w przestrzeń świętą. Dobrą na Gilgamesza, na Isę, na patrzenie ich sobie w oczy, choć oczy bywają losowe i nie widzą kto nimi patrzy. Nie wiedzą kto nimi patrzy. A potem się wychodzi. I wtedy wraca albo rodzi się język. I wraca albo rodzi się pismo. Można napisać ten tekst. Mężczyźni i kobiety palą papierosy. Coś im świta. Garbione są plecy. Wysoko idą łopatki, nisko obojczyki. Spojrzenie w niż, spojrzenie w pył, spojrzenie jak uderzona tirem latarnia. Można się poczuć jak mandejski zbawca, jak Jan Chrzciciel z głową na tacy. To ona patrzy. Cholewy naszych butów sięgają kolan. Kolana tęsknią do modlitw. Modlitwy są zdawkowe, bardziej jakby ktoś je szczekał. Smalimy cholewy zmierzchem, cieniem, ciężkim słowem. Do was. Popatrzcie. Jako i my patrzymy”.
Tekst: Paweł Sołtys
Bohaterami wystawy Jacka Obraniaka są miasto i jego mieszkańcy - właśnie tacy podejrzani na chwilę, z ulicy, z tramwaju. Artysta zagląda do okien, za ogrodzenie, czerpie energię z żywotności innych. Podglądacz zmienia perspektywę. Na przemian zoomuje i oddala obraz. Raz miasto jest makietą, innym razem zbliżenie na parę, która właśnie zasiadła do kolacji. Jednak w każdej ze scen człowiek jest nierozerwalnie związany z miastem, ulicą, domem, w którym został sportretowany. Teoretycznie mieszczuchy Jacka Obraniaka mogą wyjechać poza kadr, odwiedzić rodzinę na wsi, pojechać nad morze. Jednak artysta zapamiętał ich w chwili, w której ich ciała, myśli i działania należały wyłącznie do tego miasta, tej dzielnicy, stanowiły ich krwiobieg.
W malarstwie Jacka Obraniaka możemy poczuć atmosferę ze “Złego” Leopolda Tyrmanda, albo prozy Pawła Sołtysa. Chociaż artysta nie odwołuje się do konkretnego miejsca, warszawiacy będą szukali na obrazach swojego miasta. Tego sprzed 50 i 70 lat i tego dzisiaj.
Jacek Obraniak (ur. 1997 r.) ukończył studia na Wydziale Malarstwa łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Malarz rzeźbiący - nie przestaje eksperymentować z różnymi materiałami i technikami. Wraz z Ignacym Tyborem tworzy kolektyw „TYRA”. Ostatni wystawa indywidualna artysty „Coś wisi w powietrzu” miała miejsce w Muzeum Ziemi w 2024 roku.
Zdjęcie: Jacek Obraniak, Nieśmiała próba, 2025; olej na płótnie, 60 x 90 cm.