LETO | Dzielna 5 | Warszawa
15.05–30.06.2026
Otwarcie: 15.05.2026 | 18:00–21:00 (otwarcie odbędzie się w ramach Muranowskiej Majówki)
„Niezwykła kobieta w Krakowie, a wcale nie jest tak wiele takich kobiet w Krakowie” — słowa Jana Polewki, scenografa i reżysera teatralnego, wydają mi się trafnym wprowadzeniem do opowieści o Joannie Braun; postaci nietuzinkowej, która od blisko sześciu dekad pozostaje aktywna w świecie sztuki. Wystawa w LETO nie rości sobie jednak pretensji do bycia pokazem retrospektywnym prac prawdziwej damy polskiej scenografii ani do prezentacji jedynie jej dorobku scenograficznego. Jest raczej próbą przedstawienia, bez zbędnej koturnowości, wybranych dzieł artystki, dla której teatr jest największą życiową pasją.
Absolwentka krakowskiej ASP, dojrzewała artystycznie w opozycji do uczelni, zdecydowanie więcej czerpiąc z klimatu „krakowskich piwnic”: Galerii Krzysztofory, spektakli przeżywającej wówczas swoją świetność „Piwnicy pod Baranami” czy awangardowych poszukiwań Teatru 38. Nic więc dziwnego, że jej dyplomem była sztuka Witkacego „Szalona lokomotywa”, którego twórczość będzie ją fascynować przez długie lata. Na wystawie można oglądać jej niezrealizowane projekty kostiumów i scenografii do „Panny Tutli Putli”, pomyślanej przez Witkacego jako libretto do operetki. Opowieść o zderzeniu cywilizacji, pokazana przez miłosne perypetie kolonizatorów i tzw. „dzikich”, stała się dla Joanny Braun pretekstem do stworzenia kostiumów i scenografii łączących swobodnie impulsy modowe lat 70. z historyzującym anturażem, w którym miała zapewne rozgrywać się szalona, tropikalna rewia.
Tematyka zagadkowej „operetki” Witkacego wychodziła naprzeciw antropologicznym fascynacjom krakowskiej scenografki. Jak sama wspomina, od zawsze pociągały ją inne, pozaeuropejskie kultury, od Japonii po Meksyk, w którym spędziła blisko dwa lata pracując w tamtejszym środowisku teatralnym. Podejście Joanny Braun do różnych kultur nigdy nie miało charakteru ortodoksyjnego — artystka ceniła eklektyczne rozwiązania projektowe, stąd jej kostiumy i dekoracje scenograficzne nie miały łatwo dającej się rozpoznać proweniencji. Doskonale odzwierciedla tę tendencję choćby projekt kostiumu ze spektaklu Ionesco „Król umiera”, przygotowanego dla bielskiego Teatru Lalek Banialuka, przedstawiający postać w stroju jakby „szamańskim”, chowającym twarz za fantazyjną maską.
Maski zdają się być jej obsesją, co nie powinno zaskakiwać, biorąc pod uwagę, że maskę trudno oddzielić od dziejów teatru, odkąd ten istnieje. Na wystawie zostały zatem zaprezentowane prace artystki z cyklu Autoportrety, w których granica między portretem a maską wydaje się nieuchwytna i chyba nieistotna. Sebastianowi Gawłowskiemu skojarzyły się one z planami ogrodów: zarysy oczu, ust i nosa sugestywnie wyłaniają się z abstrakcyjnych form, które przywodzą na myśl plany ogrodów. Kształt głowy wydaje się być zbudowany z linii brzegowej niewielkiego stawu, obwarowania żywopłotów okalają burzę włosów, wzniesienia i wysepki markują policzki, żuchwę czy rozdziawione usta.
Seria gwaszy „Pomniki” opowiada o nim w sposób niepozbawiony czarnego humoru; pomniki na krakowskich Plantach, poddane renowacji, wstydliwie skrywają swoje ciała za grubą warstwą folii lub bardziej dekoracyjnymi zasłonami. Przywodzą na myśl „chochoły” Wyspiańskiego albo opakowywane przez Christo i Jeanne-Claude słynne budynki, które artyści pozbawiali pierwotnych funkcji. „Pomniki” Joanny Braun sprawiają więc wrażenie tajemniczych obiektów-fetyszów, kuszących nas niedbale wysuniętą stopą czy ręką; może kiedyś ożyją, podczas kolejnego spektaklu rozgrywającego się w plenerze krakowskich plantacji?
Rozważania o ludzkim ciele, wyrywającym się z ograniczeń stroju i związanej z nim roli społecznej, snuje z kolei artystka w cyklu Infamki. Zainspirowana słynnymi płótnami Diego Velázqueza, przedstawiającymi hiszpańskie księżniczki, Braun „odwraca” ich los. Infantki na obrazach, o doskonale obojętnych twarzach, znikają pod ciężarem rozłożystych krynolin, uwięzione w dworskiej etykiecie i zaplanowanej dla nich przyszłości. Infamki Braun buntują się, tańczą, przybierają fantazyjne pozy, zrzucając ciążące nad nimi fatum.
Równocześnie cykl ten jest pretekstem do zmierzenia się z materią papieru, którego urodę — mięsistość, elastyczność i zdolność do absorpcji — artystka z widoczną przyjemnością eksploruje. Wierzy, że to, co haptyczne, obejmuje całe ciało: ciało na papierze i z papieru wykonane, które w jej zamyśle powinno być dotykane. Braun korzysta z różnych papierów: gładkich, „spatynowanych”, czasami gniecionych, niekiedy scalonych smołą, po których rysuje posługując się lutownicą. Eksperymentalne poszukiwania zawsze były jej bliskie; pociągał ją teatr choreograficzny, papierowy i lalek, świetnie odnajdywała się w niestandardowych interpretacjach klasyki teatralnej.
"Niezwykła kobieta w Krakowie", choć realizująca projekty na całym świecie, o nieposkromionej wyobraźni, żartobliwie ostrzega nas tytułowym: „ręka noga mózg na ścianie”. Przed czym? Przed kim? Światem teatralnej iluzji? Trzeba koniecznie ją zapytać.
Agnieszka Jankowska-Marzec
M. Smolińska, Haptyczność poszerzona. Zmysł dotyku w sztuce polskiej drugiej połowy XX i początku XXI wieku, Kraków 2020, s.9.
