Doświadczanie festiwalu muzycznego może być obezwładniające – od pędu (najlepiej w kaloszach) między scenami i niemożliwych wyborów, kiedy w line-upie złośliwie nachodzą na siebie koncerty najbardziej wyczekiwanych artystów, przez otchłań food tracków i uroki pola namiotowego, po nieoczekiwane wyładowania atmosferyczne (ewentualnie żar lejący się z nieba). Ale festiwale muzyczne to także zeitgeist w pigułce – zaangażowane politycznie i społecznie deklaracje padające ze sceny to tylko jeden z jego przejawów.
Dokumentowanie festiwalu muzycznego to więc nie tylko okazja do uchwycenia najważniejszych artystów danej ery, ale także możliwość złapania ducha czasu. Weźmy trzydniowy festiwal, który odbył się w sierpniu 1969 roku na mlecznej farmie Maxa Yasgura w Woodstock w stanie Nowy Jork. Wystąpili tam między innymi Janis Joplin, Jimi Hendrix, Joan Baez i The Who, co na świeżo pokazał Michael Wadleigh w filmie „Woodstock
