~for English scroll down~
~ Muzyka na atak paniki ~
Polana Institute
ul. St. Noakowskiego 16/35, 4. klatka, 4. piętro windą.
Wernisaż: 21 lutego, sobota: godz. 16:00-20:00.
Wystawa czynna do 28 marca, od wtorku do piątku w godz. 16:00-19:00, w soboty od 12:00 do 19:00.
Jedną z inspiracji dla najnowszego cyklu malarskiego Magdaleny Karpińskiej jest tarantyzm jako zjawisko kulturowe i terapeutyczne z południowych Włoch, głównie z Apulii, którego początki odnajdujemy w średniowieczu. W okolicy żniw, w ścisłej relacji z naturą, włoscy rolnicy — głównie kobiety — przypisywali ukąszeniu przez tarantulę szereg dolegliwości, dla których jedynym lekarstwem był rytualny taniec, rodzaj egzorcyzmu muzyczno-choreograficznego. W rzeczywistości ukąszenie było urojone, a objawy psychosomatyczne; kobiety cierpiały na depresję. Taniec miał charakter terapeutyczny i stanowił katharsis dla zranionej duszy. Artystka nie maluje samego tańca, ale przemyca jego atrybuty, takie jak zbiornik wodny, w którym tańczący przemywali twarz, lustro oraz cyfrę 4, odnoszącą się do muzykujących — tarantellę wykonywało zwyczajowo czterech muzyków. U Magdaleny Karpińskiej uzdrawiający taniec zostaje zastąpiony procesem malowania; to w nim artystka szuka powrotu do harmonii duszy i ciała.
Być może wszystkie obrazy są portretami tej samej osoby. Cierpiący w ciszy mężczyzna pozwala sobie na samotne, nocne spacery i melancholię przy ognisku. Kobieta pielęgnuje jak roślinę nowe życie; znajduje się w stanie ciągłej walki, zdominowana przez potrzeby zmieniającego się ciała, a jej emocje pozostają niedostępne. Oboje noszą w pamięci ten sam widok, który determinuje ich smutek, staje się winowajcą czasowej traumy i wymuszonej izolacji. Obraz martwej natury 'Muzyka na atak paniki' niesie w sobie ciężar trenu dedykowanego bliskiej osobie: kobiecie grającej na harfie towarzyszą płaczki, a nieruchome, lekkie jak jedwab zasłony przywodzą na myśl ikonografię całunu.
Rozdarcie i niezgoda na trudną rzeczywistość doświadczaną przez bohaterów osiągają kres w ostatnim obrazie cyklu, 'The Only Way Is Through'. Ciężarna kobieta w pozie biblijnej Ewy wyciąga rękę nie ku jabłku, lecz ku tarantuli. Nie ma wyboru — by stać się matką, musi brutalnie odsunąć traumę; może to uczynić szybciej dzięki magii oczyszczającego obrządku tarantyzmu albo później, z pomocą biologii.
Bardzo osobisty, boleśnie szczery charakter cyklu znajduje odbicie w formie. Natura na obrazach Karpińskiej nie rośnie spontanicznie: każdy element — płatek, liść — malowany jest z wielką precyzją, przypominającą japońskie ryciny. Artystka obserwuje kiełkowanie, wzrastanie i przekwitanie, jakby ich krótki żywot miał przynieść odpowiedzi na inne, niewypowiedziane pytania. Ta zaplanowana kontrola nad każdym centymetrem płótna budzi równocześnie niepokój i fascynację; jest zapisem transu, pamiętnikiem zamkniętych emocji.
Magdalena Karpińska, 'Pojął z przerażeniem, że u kresu wszechrzeczy jest jedynie ciało, kły i pazury', 2025; tempera żółtkowa i olej na płótnie, 200 x 165 cm.